Magiczna mapa dżungli językowej – etapy nauki dziecka

pexels ron lach 8554153

Są pytania, które wracają do nas niemal po każdych pierwszych zajęciach. Rodzice odbierają dzieci z uśmiechem, słuchają kilku zdań o tym, co robiliśmy na lekcji, po czym, często trochę nieśmiało, pytają: „A kiedy moje dziecko zacznie mówić po angielsku?”

To zrozumiałe. Każdy z nas chciałby zobaczyć efekty jak najszybciej. Lubimy mieć poczucie, że obraliśmy właściwą drogę, a każdy kolejny tydzień przybliża nas do celu. Kiedy jednak myślę o nauce języka przez dziecko, coraz rzadziej przychodzi mi do głowy obraz drogi prowadzącej od punktu A do punktu B. Znacznie bliższa jest mi mapa prowadząca przez gęstą, zieloną dżunglę – pełną zakrętów, ścieżek, miejsc, w których warto się zatrzymać, i takich, które na pierwszy rzut oka wydają się prowadzić donikąd, choć w rzeczywistości są niezbędnym fragmentem całej wyprawy.

Być może właśnie dlatego moja szkoła nazywa się Magic Jungle. Bo nauka języka naprawdę przypomina odkrywanie nieznanego świata. Nie da się przeskoczyć niektórych etapów, tak jak nie da się dotrzeć na koniec dżungli jednym wielkim susem. Każdy krok ma znaczenie, nawet jeśli z perspektywy dorosłego wydaje się niewielki, czasem wręcz niezauważalny, bądź jest on powtarzany kilka razy.

Najbardziej niezwykłe jest to, że pierwsze tygodnie tej podróży często wyglądają tak, jakby… nie działo się nic. Dziecko przychodzi na zajęcia, śmieje się podczas zabawy, z zainteresowaniem słucha historii, tańczy do piosenek, reaguje na polecenia nauczyciela, ale kiedy wraca do domu, rodzice słyszą głównie polski. Czasami pojawia się wtedy niepokój. „Przecież minął już miesiąc. Dlaczego ono jeszcze nic nie mówi?”

Odpowiedź jest prostsza niż mogłoby się wydawać.

Bo mówić to jeszcze nie wszystko.

Zanim dziecko wypowie pierwsze słowo, jego mózg wykonuje ogromną pracę, której nie widać. Uczy się rozpoznawać melodię języka, oswaja się z jego brzmieniem, zaczyna zauważać powtarzające się słowa i zwroty, choć samo jeszcze nie czuje się gotowe, by ich używać. To trochę jak spacer po lesie o świcie. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się spokojne i nieruchome, ale jeśli zatrzymamy się na chwilę, usłyszymy śpiew ptaków, szelest liści i zobaczymy życie, które toczy się wokół nas. W nauce języka jest podobnie – największe zmiany często zachodzą wtedy, gdy pozornie nic się nie wydarza.

Dzieci nie uczą się języka poprzez zapamiętywanie list słówek. One najpierw chłoną. Obserwują. Słuchają. Dopiero kiedy poczują się bezpiecznie, zaczynają ostrożnie wyciągać rękę po pierwsze angielskie słowa. Czasem są to pojedyncze słowa, czasem frazy, a czasem dziecko nagle zaczyna śpiewać piosenki.

A kiedy to następuje, rodzice zwykle zauważają tylko efekt. Wydaje się, że wydarzyło się to nagle, choć w rzeczywistości był to rezultat wielu tygodni cichego, niewidzialnego procesu.

Później przychodzi etap, który wielu dorosłych niepotrzebnie odbiera jako krok wstecz. Dzieci zaczynają eksperymentować. Łączą poznane słowa w zdania, wymyślają własne konstrukcje, czasami mieszają język polski z angielskim albo tworzą formy, których próżno szukać w podręcznikach czy notatkach z lekcji. Wtedy pojawiają się błędy i właśnie one potrafią wywołać największy niepokój.

Tymczasem z mojej perspektywy – są one jedną z najlepszych wiadomości.

To oznacza, że dziecko przestało jedynie odtwarzać usłyszane zwroty. Zaczęło samodzielnie budować język. Próbuje, sprawdza, porównuje, szuka zależności – BUDUJE. Dokładnie tak samo uczyło się przecież mówić po polsku. Nikt nie oczekiwał od dwuletniego dziecka perfekcyjnych zdań. Cieszyliśmy się z każdej próby, nawet jeśli była daleka od ideału. Dlaczego więc wobec języka obcego bylibyśmy mniej wyrozumiali?

To właśnie w takich chwilach ogromnego znaczenia nabiera atmosfera, jaką tworzymy wokół dziecka. Jeżeli każda pomyłka spotyka się z natychmiastową poprawą albo komentarzem, bardzo łatwo rodzi się przekonanie, że lepiej nie mówić wcale, niż powiedzieć coś źle. Jeżeli natomiast dziecko doświadcza życzliwości, cierpliwości i widzi, że błędy są czymś naturalnym, zaczyna traktować język jako narzędzie komunikacji, a nie egzamin, który trzeba zdać bezbłędnie.

Po pewnym czasie dzieje się coś, co zawsze sprawia mi ogromną radość. Dziecko przestaje zastanawiać się nad każdym słowem. Już nie analizuje, czy powinno powiedzieć is czy are, nie liczy w myślach poznanych słówek i nie sprawdza, czy zdanie brzmi idealnie. Po prostu zaczyna mówić.

To jeden z najpiękniejszych momentów, jakie można obserwować podczas zajęć. Nie dlatego, że nagle dziecko „wszystko” wie, ale dlatego, że zyskuje odwagę, by posługiwać się językiem.

Dzieci potrzebują czasu, żeby nowy język stał się „ich”. Nie przyspieszymy tego procesu, nie przeskoczymy niektórych etapów, gdy będziemy codziennie sprawdzać, czy już pojawiły się efekty.

Praca z dziećmi uświadomiła mi, że największym błędem, jaki możemy popełnić jako dorośli, jest porównywanie ich do siebie nawzajem. Jedno dziecko odezwie się po kilku zajęciach, a inne będzie potrzebowało kilku miesięcy. Jedno z łatwością zapamięta nowe słówka, drugie szybciej odnajdzie się w rozmowie. Jedno będzie czytało z lekkością, a inne dziecko będzie szybciej pisać. Każde z nich przejdzie jednak przez tę samą dżunglę – tylko inną ścieżką i we własnym tempie.

Może właśnie dlatego tak bardzo lubię myśleć o nauce języka jak o wyprawie. W dobrej podróży nie chodzi przecież wyłącznie o to, żeby jak najszybciej dotrzeć do celu. Najpiękniejsze wspomnienia powstają po drodze – wtedy, gdy zatrzymujemy się, żeby odkryć coś nowego, kiedy wracamy na chwilę do miejsca, które już odwiedziliśmy, albo kiedy odważnie wybieramy ścieżkę, której wcześniej trochę się baliśmy.

Tak samo jest z nauką języka. Nie składa się z prostych odcinków prowadzących do kolejnego poziomu. Tworzą ją setki małych chwil: pierwsze wypowiedziane „hello”, odwaga, by odpowiedzieć nauczycielowi, śmiech podczas wspólnej zabawy, zdanie zbudowane z błędem, ale wypowiedziane z dumą, i ten moment, w którym dziecko samo nie zauważa, że właśnie zaczęło myśleć po angielsku.

I chyba właśnie wtedy można powiedzieć, że dotarło do najpiękniejszego miejsca na całej mapie swojej językowej dżungli.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry